Kto ma prawa do projektu? - PILNEEEE
Oglądasz wersję archiwalną wątku "Kto ma prawa do projektu? - PILNEEEE" z forum pl.comp.dtp

Strona 1 z 11

Ola
Zleciliśmy grafikowi wykonanie całej gazety (umowa o dzieło)
W momencie gdy poprosiliśmy o przesłanie czcionek grafik twierdzi, że nie mamy
praw autorskich nawet do logo jakie jest na gazecie.
Firma ma logo zarejestrowane od 6 lat, na gazecie jest tylko trochę zmienione.
Wszelkie zdjęcia i artykuły my dostarczaliśmy, grafik miał je poskładać do kupy.
Grafika zadaniem było również stworzenie wizerunku stron.
Chcieli byśmy wprowadzić kilka zmian do gazety i dowedzieliśmy się, że też nie
mamy do tego praw.

Pytanie:
Kto ma prawa do gazety?
Skoro niby możemy ją wydać to czemu nie wolno nam nawet czcionki zmienić?
Co dalej zrobić?

AKWILON



Zleciliśmy grafikowi wykonanie całej gazety (umowa o dzieło)
W momencie gdy poprosiliśmy o przesłanie czcionek grafik twierdzi, że nie
mamy
praw autorskich nawet do logo jakie jest na gazecie.
Firma ma logo zarejestrowane od 6 lat, na gazecie jest tylko trochę
zmienione.
Wszelkie zdjęcia i artykuły my dostarczaliśmy, grafik miał je poskładać do
kupy.
Grafika zadaniem było również stworzenie wizerunku stron.
Chcieli byśmy wprowadzić kilka zmian do gazety i dowedzieliśmy się, że też
nie
mamy do tego praw.

Pytanie:
Kto ma prawa do gazety?
Skoro niby możemy ją wydać to czemu nie wolno nam nawet czcionki zmienić?
Co dalej zrobić?

Kolejnemu grafikowi się w głowie przewróciło.
Czcionek za darmo nie może wam skopiować. Reszta - jeśli jest
wyszczególniona w umowie o dzieło, jest wasza.

Darek

OLA

Troszkę nieprofesjonalnie ale no cóż. Co możemy teraz zrobić?
Radio Erewan
Zleciliśmy grafikowi wykonanie całej gazety (umowa o dzieło)
W momencie gdy poprosiliśmy o przesłanie czcionek grafik twierdzi, że nie
mamy
praw autorskich nawet do logo jakie jest na gazecie.
Firma ma logo zarejestrowane od 6 lat, na gazecie jest tylko trochę

zmienione.

Grafik zachowuje prawa do projektu, jeżeli w umowie nie jest powiedziane
inaczej. Wszelkie przeniesienia autorskich praw majątkowych w polskim prawie
wymaga formy pisemnej.
Musicie uzyskać zgodę autora na modyfikację jego dzieła.

Co do modyfikacji logotypu, sprawa pewnie jest nieco bardziej skomplikowana.
Do czcionek praw nie macie na 100%.

Pozdrawiam

Myjk

Troszkę nieprofesjonalnie ale no cóż.


Owszem.
Co możemy teraz zrobić?


Teraz możecie zlecić mu to, co chcecie poprawić sami.
Myjk

Do czcionek praw nie macie na 100%.


Chyba że te czcionki są z pakietu programów,
na który sami posiadają licencję. ;]
Radio Erewan
Chyba że te czcionki są z pakietu programów,
na który sami posiadają licencję. ;]



dowolne czcionki, których nie musi/nie może przekazać w ramach umowy o
dzieło. Nawet gdyby był ich autorem, bez umowy dotyczącej czcionek, odbiorcy
należą się krzywe ;-).

Pozdrawiam

Darek.S

Użytkownik "OLA"


Troszkę nieprofesjonalnie ale no cóż. Co możemy teraz zrobić?


-------------------
1. Pójść do prawnika ze wszystkimi umowami.
2. Przeskładać gazetę już u kogoś innego, kto zrzeknie się autorskich praw
majątkowych, na Waszą korzyść
3. Skonsultować się ponownie z prawnikiem i jakimiś grafikami, czy nowy
wizerunek gazety nie narusza przypadkiem praw autorskich tamtego grafika.
(może tak się zdarzyć chcący, lub niechcący)
4. Nadstawić ucha :-) i słuchać zgrzytania zębów pana grafika, który będzie
miał  prawa majątkowe do gazety i ... i to wszystko, co mieć będzie. Tego
layountu drugi raz już nie sprzeda
Ale zacząć od prawnika, niech on sprawdzi, co w tych umowach jest, czego nie
ma. Co Wam wolno, a co może spowodować jakieś straty.

Pozdrawiam
Darek

Darek.S

Użytkownik "Radio Erewan"


dowolne czcionki, których nie musi/nie może przekazać w ramach umowy o
dzieło. Nawet gdyby był ich autorem, bez umowy dotyczącej czcionek,
odbiorcy
należą się krzywe ;-).


-------------------
Panie Radek, trochę za bardzo Olę (jak dobrze pamiętam - mam wielki
sentyment do tego imienia) okłamujesz. :-))) Czy oby na pewno autor
(layountu, nie fontu) nie może tych fontów przekazać, czy też odstąpić
wydawcy (w tym przypadku)? :-) Podzielić się tym fontem na pewno nie może,
ale ...

Pozdrawiam
Darek

Radio Erewan
okłamujesz. :-))) Czy oby na pewno autor
(layountu, nie fontu) nie może tych fontów przekazać, czy też odstąpić
wydawcy (w tym przypadku)? :-) Podzielić się tym fontem na pewno nie może,
ale ...


Heh - nieco uogólniam, bo pewnie da się znaleźć sytuację w której autor
layoutu bedzie mógł się podzielić tymi czcionkami ze zleceniodwacą. W
99,9999999% sytuacji będzie to jednak naruszeniem umowy jaką autor projektu
zawarł z producentem fontu, jezeli go kupił.

stosowane w wydawnictwie i przedstawi zleceniodawcy źródło zakkupu tyuch
czcionek, albo sam je kupi dla wydawcy... ale przecież nie ma o tym mowy w
pytaniu Oli.
To kolejna nauczka dla obu stron, że przed przystąpieniem do realizacji
dzieła, należy podpisać stosowne papiery, okreslić pole zastosowana
projektu, określić kto zachowa prawo autorskie, kary za nienależyte
wykkonanie itepe itede.
W naszym zawodzie w naszym kraju jest to formalnośc, którą zazwyczaj
zostawia się na chwilę wypłaty wynagrodzenia. Spotkałem się z problemami,
które miał zarówno zleceniodawca jak i zleceniobiorca.
Wszyscy wiedzą, że zleceniodawcy często przerabiają projekty po swojemu,
czyli tak jak się podoba prezesowi, który wczoraj krowy pasał, ale dziś jest
człowiekiem światowym i co mu będzie projektant bruździł...
Tak więc to co widzimy teraz na grupie to może być odprysk takiego własnie
nieporozumienia, którego ofiarą jest nie Ola, ale ktoś, kto pismo
zaprojektował.

Pozdrawiam

Darek.S

Użytkownik "Radio Erewan" <

okłamujesz. :-))) Czy oby na pewno autor
(layountu, nie fontu) nie może tych fontów przekazać, czy też odstąpić
wydawcy (w tym przypadku)? :-) Podzielić się tym fontem na pewno nie
może,
ale ...

Heh - nieco uogólniam, bo pewnie da się znaleźć sytuację w której autor
layoutu bedzie mógł się podzielić


-----------------------
Tu się muszę już wtrącić. Poprzednio pisałeś o odstąpieniu, czyli
przekazaniu, daniu - nie o podzieleniu się. A to jest istotna różnica (i na
takich właśnie różnicach bazuje prawo). Jak Ci dam, to sam nie będę miał,
jak się podzielę, to będziemy mieli obaj. Pierwszego, żadne prawo nie może
mi zabronić, w przypadku tego drugiego, musiałbym uzyskać zgodę
właściela/dystrybutora fontu.
:-)))

[ciach - bo długie]
Tak więc to co widzimy teraz na grupie to może być odprysk takiego własnie
nieporozumienia, którego ofiarą jest nie Ola, ale ktoś, kto pismo
zaprojektował.

-------------------
A co do reszty, to oczywiście się całkowicie z Tobą zgadzam.

PS. Małe sprostowanie, jak teraz czytam, oczywiście może być sytuacja, że
dany font nie był zakupiony osobno, tylko w pakiecie. Wtedy za bardzo nie ma
jak go przekazać następcy.

Adam Twardoch

Panie Radek, trochę za bardzo Olę (jak dobrze pamiętam - mam wielki
sentyment do tego imienia) okłamujesz. :-))) Czy oby na pewno autor
(layountu, nie fontu) nie może tych fontów przekazać, czy też odstąpić
wydawcy (w tym przypadku)? :-) Podzielić się tym fontem na pewno nie może,
ale ...


_Gdyby_ umowa określała, że grafik wykonuje projekt przy użyciu pism,
których licencję posiada wydawnictwo, lub gdyby określała, że po wykonaniu
projektu licencja na wykorzystane fonty przechodzi z grafika (tj. on ją
traci) na wydawnictwo, to można by gdybać.

Ale:

1. Gdyby wydawnictwo już uprzednio miała te fonty, to by Ola nie prosiła o
nie grafika.

2. Gdyby taka czy inna klauzula była literalnie wpisana w umowie, to by nam
Ola o tym na pewno powiedziała.

Więc miast gdybać, przyjmujemy sytuację standardową, gdzie kwestie sporne
nie są jawnie określone w umowie. W takim przypadku stosuje się regularcje
ustawowe, m.in. z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. A stamtąd
wynika, że:

1. Jeżeli grafik ma licencję do fontów, to ją może nadal mieć i nie musi
nikomu za darmo oddawać.

2. Jeżeli grafik nie był zatrudniony na umowę o pracę, to zachowuje prawa
autorskie do projektu.

A tak poza tym, to z receptą podaną przez Darka (punkty 1-4) się zgadzam. Z
opinią Akwilona, że kolejnemu grafikowi "przewróciło się w głowie" nie
zgadzam się w ogóle. Jeżeli prawo gwarantuje grafikowi pewne prawa, to nie
widzę powodu, by dobrowolnie i bez odpowiedniego wynagrodzenia z nich
rezygnować. Nie znam nikogo, kto np. dobrowolnie rezygnuje z ulg podatkowych
i na ochotnika zanosi do fiskusa teczkę pieniędzy już w pierwszym tygodniu
stycznia.

Jak już pisałem wielokrotnie, w Niemczech "etos" jest taki, że _domyślną_
formą umowy jest jednokrotna niewyłączna licencja, nie kompletne przekazanie
praw. I ani zlecenidawcy ani zleceniobiorcy się nie dziwią. A jeżeli ktoś
chce wyłączności czy nawet przekazania praw, to po prostu płaci 2x
(wyłączność) lub 4x (przekazanie praw) więcej. I to jest moim zdaniem
zupełnie fair, gdyż daje pole manewru zarówno jednej jak i drugiej stronie.

Oczywiście jak ktoś w podstawowym prawodawstwie jest nieoczytany, to...
winienie "tego drugiego" też nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Polska jest
jednym z niewielu znanych mi krajów, gdzie kompletne ustawodawstwo dostępne
jest na pięknie zorganizowanym, wygodnym serwerze internetowym Sejmu
(www.sejm.gov.pl), w związku z czym każdy użytkownik Internetu ma dostęp do
litery prawa. W Niemczech można sobie pójść do biblioteki publicznej i
pogmerać po grubych kodeksach, bo wszelkie bazy internetowe są płatne.

To tyle zza Odry,
Adam

Darek.S

Użytkownik "Adam Twardoch"

_Gdyby_ umowa określała, że grafik wykonuje projekt przy użyciu pism,
których licencję posiada wydawnictwo, lub gdyby określała, że po wykonaniu
projektu licencja na wykorzystane fonty przechodzi z grafika (tj. on ją
traci) na wydawnictwo, to można by gdybać.


---------------------------
Zgadzam się z Tobą. Ale ja podnisłem tu różnicę w znaczeniu słowa "odstąpić"
(przekazać) i zwrotu "podzielić się". Odstąpić, przekazać, dać - zawsze
może. On w sensie decyzyjnym, czy będzie to miał, czy nie, czy będzie tych
fontów używał, czy też nie - jest poniekąd jedynym "właścicielem", który ma
prawo o tym zadecydować. Tak samo nikt mi nie może zabronić, żeby Tobie, czy
komukolwiek innemu przekazał  komputer, majątek, czy paczkę zapałek.
Kwestia, czy zrobię to odpłatnie, czy nie, jest już mniej istotna. W
założeniu nie ma prawa się tym fontem dzielić, czyli posiadać go, a zarazem
udostępnić jego kopię. I o to mi chodziło. Tylko i wyłącznie o znaczenie
słów.

Zaś całkowicie normalnym jest, że wyraz "może" wprowadza dowolność wyboru, a
nie przymus, czy obowiązek.

[ciach]
---------
A co do reszty... z rzeczami oczywistymi trudno dyskutować. :-))

Pozdrawiam
Darek

Ola
Chciała bym wam to przedstawić jak ja to widzę.

Jeśli chodzi o trzcionki to rozumiem, że ma prawo ich nie przesłać (szczerze
mówiąc to nie jestem pwewna czy ona też miała do tego prawa) ale to małon ważne.
To była zwykła prosba aby poprawić jej literówki.

Kwestia jest taka.

Grafik wiedział iz gazeta ma wyjść w grudniu. Przez jego niekompetencję (nie
mogliśmy się z nim skontaktować przez dwa tyg.) materiały otrzymaliśmy 20
grudnia - jest już na to za późno.

I w momencie kiedy chcieliśmy coś zmienić dostajemy informację że nie mamy
prawa jej wydać.

czy to wam nie śmierdzi?

A gdybyśmy tak ja jednak wydali w grudniu?
Nie mieliśmy od nie wczesniej sygnałów, że czegoś nie dopełniliśmy.
Grafik był poinformowany iż zamierzamy podjać z nim comiesięczna współpracę!

W moich oczach wychodzi na to iz ona tylko czekała az ja wydamy bez praw aby
pociągnąc nas do sądu.

Tadeusz Łopatkiewicz

Jeśli chodzi o trzcionki to rozumiem


Adam T. na pewno nie zrozumie... ;-

Dariusz Stachowiak
Coz dziwnie jest w naszym kraju. Teraz Pan/Panie Grafi niezarobi pieniazkow,
a przeciez sie troszke napracowal a Pani Ola niewyda gazetki - na ktorej tez
pewnie by zarobila... lub by zarobila firma w ktorej pracuje... A wszystko
przez zle przygotowane umowy i zle dogadane formy wspolpracy.... Niestety
przyslowie "Madry polak po szkodzie" nadal sie spawdza.... Przykre ale
prawdziwe :(

Pozdrawiam
DS

Jacek Kauch



A gdybyśmy tak ja jednak wydali w grudniu?
Nie mieliśmy od nie wczesniej sygnałów, że czegoś nie dopełniliśmy.
Grafik był poinformowany iż zamierzamy podjać z nim comiesięczna
współpracę!
W moich oczach wychodzi na to iz ona tylko czekała az ja wydamy bez praw
aby
pociągnąc nas do sądu.


Olu, daliście ciała podpisując źle przygotowaną umowę o dzieło i teraz są
takie a nie inne konsekwencje. To, kto kogo chce wziąć za rogi a kto kogo
oszukał jest teraz nieistotne. Wyjście macie takie jak pisał Darek.S. - na
tym etapie i na tym poziomie znajomości swoich i iinych praw definiowanych
przez ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie róbcie nic w tym
względzie bez konsultacji prawniczej.

Pozdrawiam, życząc jak najszybszego rozwikłania sprawy,
Jacek Kauch

gryz0N@work

Chciała bym wam to przedstawić jak ja to widzę.

Jeśli chodzi o trzcionki ...


Pewnie o takie z trzciny ;)

Pozdrawiam
gryz

Marek K


Chciała bym wam to przedstawić jak ja to widzę.

Jeśli chodzi o trzcionki ...

Pewnie o takie z trzciny ;)


ee, chyba z czciny ;)

Marek


Strona 1 z 11